Opole.Celniej.pl - To wy jesteście stolicą Górnego Śląska

To wy jesteście stolicą Górnego Śląska

Związek Górnośląski zorganizował na Górze św. Anny spotkanie, w trakcie którego rozmawiano o tym, co łączy dziś Górnoślązaków. Na Opolszczyźnie zauważono tylko jedno: ktoś ośmielił się podważyć celowość istnienia samodzielnego województwa opolskiego. I w ten oto sposób Związek Górnośląski został uznany za opolskiego wroga numer jeden.

Co Pan na to?

To jest zupełnie nieprawdopodobny skrót myślowy, ogromne nieporozumienie. Dla mnie jest to kolejny dowód nas to, jak fatalna jest u nas regionalna edukacja. Nie ma jej w szkołach podstawowych, średnich, nie ma na wyższych uczelniach, swojej edukacyjnej roli nie spełniają też media. Tylko dlatego rozmowa o scaleniu Górnego Śląska może być przez kogoś odczytywana jako jakiś zamach na Ziemię Opolską. A wystarczy mieć podstawową wiedzę geograficzną i historyczną, by dostrzec w takim rozumowaniu absurd - przecież to Opole jest historyczną stolicą Górnego Śląska! To w Opolu mamy najstarsze wzmianki na temat Górnego Śląska. Kiedyś po spotkaniu z arcybiskupem Nossolem odwiedziłem trzy najważniejsze opolskie kościoły, Franciszkański, Katedrę św. Krzyża i Kościół na Górce. I w każdym trafiłem na ślady wspólnych dziejów. Opole, Bytom, Racibórz, Kamień Śląski - to przecież jedna ziemia. Jacek Odrowąż z Kamienia jest w końcu patronem diecezji górnośląskiej. To gdzie tu miejsce na sztuczne granice? Jak ja mogę być wrogiem Ziemi Opolskiej?!

Pan też niej pochodzi.

Tak, ja jestem stamtąd. Dobrodzień, Zębowice, Żędowice, Borek- to są moje rodzinne strony. Moja rodzina wyjechała na czarny górniczy Śląsk w poszukiwaniu pracy, ale to tam mamy swoje korzenie. Byłem kiedyś w Żędowicach i spytałem miejscowego proboszcza, czy tu pamiętają jeszcze Śmiałków. Powiedział mi, że jak najbardziej, że Śmiałki mają tam nawet swoją ulicę. Naprawdę nie rozumiem całej tej podejrzliwości, jaka towarzyszy rozmowom o historycznym Górnym Śląsku. Ludzie, którzy tu żyją, nigdy nie żywili do nikogo wrogości, nigdy nikogo nie chcieli anektować i urabiać. Najlepiej pokazuje to nasz stosunek do przyjezdnych, którzy zawsze szybko się tu asymilowali. W 1945 roku w takich Katowicach stosunek ludności miejscowej do napływowej wynosił 80 do 20 procent. A dziś mamy tu relację mniej więcej 30 do 70. I czy coś złego się stało? Zupełnie nic. Dobrze się u nas czują Kresowiacy, którzy przyjechali po wojnie, nie zantagonizowali się także ci wszyscy, którzy przyjechali tu w okresie gierkowskiej rozbudowy przemysłu.

Może problem w tym, że ta ludność napływowa nie jest zainteresowana debatą o dawnych tradycjach i zapomnianych granicach?

Proszę pana, to jest tak: jak ktoś chce w moim domu zamieszkać, to ja go chętnie witam, ale przecież to dalej będzie mój dom. W takiej Nadrenii Westfalii mieszkają dziś ludzie z całego świata, Turcy, Jugosłowianie, Portugalczycy. Ale to dalej jest Nadrenia Westfalia. I tak samo nasza wspólna ziemia dalej jest Górnym Śląskiem! Ale ta świadomość nie jest powszechna.

Bo zrobiono wiele, by ją zniszczyć. Pamiętam rok 1945, chwilę, gdy nadeszli Rosjanie. Ja mieszkałem wtedy w Piekarach Śląskich, byłem 6-letnim brzdącem, z którym żołnierze chętnie się bawili, bo pewnie przypominałem im własne dzieci. I ci Rosjanie mówili, że jak wejdą do Bytomia, do Germanii, to tym Niemcom pokażą. I tak zrobili, w takich Miechowicach urządzili prawdziwą rzeź. A kto tam naprawdę mieszkał? To byli Górnoślązacy, w Bytomiu miałem ciotkę, wujka, którzy nawet należeli to Związku Polaków w Niemczech. Oni wszyscy nie wyjechali, nie uciekli do Niemiec, bo przecież byli u siebie. Także po wojnie dalej robiono wiele, by nas podzielić. Był taki Aleksander Zawadzki, który mimo trzech powstań chciał Ślązaków uczyć patriotyzmu. I rugował ich z urzędów, odsuwał na bok.

Najpierw w Katowickiem, a potem w Opolskiem, gdzie z góry uznano wszystkich za Niemców, dążąc do ich wysiedlenia, by zrobić miejsce dla ludności z Kresów. A jak ta ludność przyjechała i się osiedliła, to utworzono województwo opolskie, dzieląc coś, co zawsze było całością. I ten podział pokutuje do dziś.

I raczej nie wygląda na to, by udało się go przekreślić. W Opolskiem nikt nie chce podjąć tematu scalenia Górnego Śląska. Czy macie tam jakichś partnerów do rozmowy?

Powiem tak: to jest dialog na lata, tu nie można się spodziewać szybkich efektów. Proponuję, by Opole nie myślało o Katowicach jako o jakimś zagrożenie, ale jako o szansie. Gdy wejdziemy do Unii, duży region, w którym mieszka kilka milionów ludzi, będzie miał większe przebicie, stanie się siłą, którą Bruksela na pewno traktować będzie poważnie. A jakie szanse ma milionowy region opolski? Opole i Katowice mają wspólne interesy i ta świadomość prędzej czy później trafi do ludzi. Już teraz spotykamy się z Opolanami, nawet z kręgów Mniejszości Niemieckiej, którzy przyznają, że walka o samodzielne województwo opolskie była błędem. Jaka będzie przyszłość, trudno dziś przewidzieć. My mówimy tak: scalmy region, w Katowicach zostawmy wojewodę, a w Opolu niech urzędują władze samorządowe. Bo to Opole jest stolicą Górnego Śląska i może nią być znowu. I myślę, że to wcale nie musi być koniec tego zjednoczeniowego procesu. Możemy pomyśleć także o integracji z Dolnym Śląskiem. Bo przecież granica między Brzegiem a Wrocławiem też jest zupełnie sztuczna.

Gazeta Opolska, Marek Ostrowski 20.09.2002





Wybory 2010 lsk