Opole.Celniej.pl - Powstanie monografia Opola
  • Instytut Śląski w Opolu <i>Fot. www.instytutslaski.com</i>
    Instytut Śląski w Opolu Fot. www.instytutslaski.com

Powstanie monografia Opola

Mam nadzieję, że monografia Opola wywoła dyskusję o tożsamości miasta i randze historycznych punktów odniesienia dla jego mieszkańców - mówi dr Bernard Linek z Instytutu Śląskiego w Opolu.

Po przeszło 30 latach Opole ma szansę doczekania się imponującej monografii. Autorzy są gotowi do pracy, a prezydent deklaruje, że w przyszłorocznym budżecie znajdą się na nią pieniądze.

Pracy nad dziejami Opola poświęci się trzech redaktorów - jej pomysłodawca dr Bernard Linek z Instytutu Śląskiego, prof. Krzysztof Tarka z Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego oraz Urszula Zajączkowska, historyk miasta i dyrektorka Muzeum Śląska Opolskiego. Redaktorzy zaprosili do współpracy intelektualne i naukowe autorytety, które opracują kilka rozdziałów książki.

Będzie się składać z trzech części. Pierwsza to tradycyjne przedstawienie dziejów miasta, czyli jego kształtowanie się jako ośrodka urbanistycznego, dzieje polityczne, społeczne i życie codzienne. Część druga poświęcona będzie jego kulturze duchowej i materialnej. W końcu trzecia to teksty popularne - o opolskich festiwalach, osiągnięciach sportowych i wybitnych opolanach. - Konstrukcję monografii opracował dr Linek, ale z pewnością jeszcze niejedna burza mózgów nas czeka - przewiduje Urszula Zajączkowska.

Zanim to jednak nastąpi, radni muszą zgodzić się na wydanie z budżetu miasta ponad 100 tysięcy złotych. - Ta kwota zostanie na pewno zgłoszona do przyszłorocznego budżetu przez wydział kultury i sportu. Czy ta książka się ukaże, zależy od tych, co ją piszą - twierdzi wiceprezydent Opola Arkadiusz Karbowiak.


Rozmowa z dr. Bernardem Linkiem z Instytutu Śląskiego w Opolu Dorota Wodecka: Pytanie, czy Opolu potrzebna jest nowa monografia, jest pytaniem retorycznym.

Dr Bernard Linek: Właściwszym jest pytanie: jaka jest potrzebna. Ostatnia, pod redakcją Władysława Dziewulskiego i Franciszka Hawranka, ukazała się w 1975 roku. Na tle innych wydanych w tych latach monografii miast górnośląskich jest doskonała, ale ma zasadniczą wadę. Wykład historyczny kończy się na 1947 roku, a i to, co napisano w niej o pierwszych latach powojennych, jest absolutnie jednostronne.

Cenzura i propaganda?

Tak i wiele przemilczeń. Inne fragmenty tomu na temat Opola po 1947 roku to właściwie mało przydatny dzisiaj informator, eksponujący tezy PRL-u o socjalistycznym mieście. W latach 90. również nie opublikowano żadnej ważnej książki. Możemy wręcz mówić, że mieliśmy wówczas do czynienia z ucieczką od historii. Ukazało się wiele wspaniałych albumów z widokówkami czy zdjęciami, ale dzieje miasta zredukowano w nich do kalendarium, a czytelnikom zaoferowano nostalgiczne czy nastrojowe obrazy. Tymczasem ludzie, by oswoić miejsce, w którym żyją, by ożywić te martwe kamienie, potrzebują narracji i osadzenia w niej siebie i swojej wspólnoty. Myślę, że czas dominacji albumów się kończy. Teraz czas połączyć fotografię ze słowem i dać czytelnikom możliwie pełny opis dziejów ich miejsca.

Paweł Huelle i Stefan Chwin piszą o przedwojennym Gdańsku, podobnie Günter Grass. Krajewski umiejscawia akcję swych kryminałów we Wrocławiu. Nie sądzi Pan, że literatura bardziej pomaga w budowaniu tożsamości miasta, w umacnianiu więzi jego mieszkańców niż historyczne opracowania?

Z pewnością. Ale my nie chcemy tworzyć suchej kroniki dat i wydarzeń. Nam nie zależy też na wyłącznie politycznych dziejach miasta. Chcielibyśmy opisać także, jak tworzyła się i funkcjonowała wspólnota miejska, jak w poszczególnych epokach wyglądał jej dzień codzienny. Szczególne deficyty mamy dla okresu PRL-u, który dzięki filmom Barei dziś wspominany jest z uśmiechem, bez refleksji, że PRL była państwem reglamentowanym na wszystko.

To ma być opowieść o Opolu jako miejscu o złożonej i trudnej przeszłości, ale niewątpliwie stanowiącej ważny punkt odniesienia i wartość dla obecnych mieszkańców. Mam nadzieję, że ta książka wywoła dyskusję o tożsamości miasta i randze historycznych punktów odniesienia dla jego mieszkańców. Od lat taka dyskusja się nie toczy.

Czy brak takiej dyskusji jest powodem, dla którego trudno jest mówić o tożsamości opolanina? Wrocławianie są dumni ze swego miasta, czują się jego mieszkańcami. Tymczasem w Opolu zalew malkontenctwa i niezadowolenia.

Zanadto chyba przyjmuje pani perspektywę wpisów na forach internetowych, które zazwyczaj pełnią rolę współczesnych napisów na murach. Z drugiej strony we Wrocławiu niewątpliwie tworzenie nowej tożsamości po wojnie było łatwiejsze. Nie było w nim opolskich konfliktów ideologicznych. Blisko sto procent ludności to ludność napływowa. Nowi wrocławianie mogli w dowolny sposób korzystać z dziedzictwa wieków. Tworzenie nowej i otwartej tożsamości miasta wspierały także władze miejskie. W Opolu i w całym regionie mieliśmy do czynienia z konfliktem o tę spuściznę między tymi, co przyszli, i tymi, którzy zostali. Czas najwyższy zakończyć to zawłaszczanie historii i często sztuczne szatkowanie dziejów. Jest to wspólne dziedzictwo mieszkańców Opola. Na obecnych spoczywa szczególny obowiązek dbania o nie i dalszego rozwoju miasta.

Gazeta Wyborcza Opole, Rozmawiała Dorota Wodecka 2008-06-03





Wybory 2010 lsk