Opole.Celniej.pl - Lew wrócił do Śląska!

Lew wrócił do Śląska!

Po dwóch latach wojna bytomsko-warszawska zakończyła się zwycięstwem tego pierwszego miasta! Odlany z brązu śpiący lew znów zdobi tutejszy rynek.

Lew przepasany szarfą w barwach Bytomia był wczoraj prawdziwą gwiazdą. Od rana odlaną z brązu rzeźbę otaczały tłumy mieszkańców. Każdy chciał sfotografować śpiące zwierzę. Krystyna Gregorczyk przyszła, bo pamięta, jak rzeźba stała na pl. Akademickim. Kilka lat młodsza Halina Wiśniewska odwiedzała lwa zawsze w drodze do minizoo. - Były misie w klatce, a obok stał lew. Chodziłam tam jako mała dziewczynka z rodzicami - wspomina. - Jakim cudem znalazł się w Warszawie? Przecież wszyscy dobrze wiedzą, że to nasza pamiątka. I dobrze, że wreszcie jest na swoim miejscu - dodaje.

Młodsi bytomianie historię rzeźby znają mgliście. - Ostatnio było o tym dużo w gazetach. Chodzi chyba o ofiary II wojny światowej - zastanawia się licealistka Beata Przepiórka.

- Najważniejsze, że na rynku będzie wreszcie jakieś fajne miejsce. Będzie można się umówić na randkę pod lwem - przekonuje jej koleżanka Magdalena Rak.

Bogdan Sołtysik, jak mówi: bytomianin z urodzenia, powrót lwa traktuje jako symbol zadośćuczynienia. - Tyle różnych rzeczy nakradli po wojnie na całym Śląsku. Gdyby mieli wszystko oddać, to by się nie wypłacili. Chociaż lew wrócił - podkreśla.

Inni, bardziej sceptyczni, nie wierzyli, że Warszawa za kilka lat znów nie upomni się o rzeźbę.

- Na pewno nie. Już ponad wszelką miarę wiadomo, że to nie jest nasz lew - uspokajał na wczorajszej uroczystości Włodzimierz Paszyński, zastępca prezydenta Warszawy.

- Od teraz rzeźba będzie strzegła naszego rynku - zgodnie dodawał Piotr Koj, prezydent Bytomia.

Ale jeszcze niedawno atmosfera nie była tak przyjazna. O lwa Bytom musiał stoczyć prawdziwą wojnę. Iskrą zapalną konfliktu była wizyta w stołecznym zoo dwóch bytomskich historyków, dr. Zdzisława Jedynaka i Przemysława Nadolskiego. Pod płotem, tuż obok baru spostrzegli rzeźbę, która ich zaintrygowała. Odlany z brązu lew do złudzenia przypominał rzeźbę Theodora Kalidego, która stała kiedyś w Bytomiu.

Rzeźba najpierw zwieńczała pomnik na rynku ku czci mieszkańców powiatu bytomskiego poległych w wojnie prusko-francuskiej. Później lwa przeniesiono na pl. Akademicki, w końcu trafił do parku miejskiego. Tu ślad się urywa. Zwierz zniknął stamtąd w tajemniczych okolicznościach pod koniec lat 50. ubiegłego stulecia.

- Sygnatura na pomniku zgadza się z miejscem i czasem odlania bytomskiego lwa. Powstał w 1873 roku w berlińskiej odlewni Gladenbecka. W warszawskim zoo stanął dopiero w 1954 roku, czyli mniej więcej w tym samym czasie, kiedy zniknął z Bytomia - uzasadniał bytomskie prawa do rzeźby dr Jedynak.

Władze Bytomia zwróciły się o oddanie odlewu. Jednak nieoczekiwanie warszawski ratusz w sprawie lwa stanął okoniem. Stołeczni urzędnicy utrzymywali, że ekspertyza historyków nie daje stuprocentowej pewności. Przekonywali, że warszawiacy również zżyli się z rzeźbą. Na nic zdały się tłumaczenia, że lew to kawałek zagmatwanej śląskiej historii.

To rozwścieczyło Ślązaków, którzy zaczęli zasypywać urzędników setkami listów i petycji. Stołeczny magistrat był nieugięty. Warszawiacy zaproponowali wykonanie kopii, ale uparli się, że oryginał zostanie w stolicy. - To absolutnie nie do przyjęcia. W warszawskim zoo lew pełni rolę ogrodowego krasnala. W Bytomiu był częścią pomnika poległych żołnierzy. Walcząc o jego powrót, domagamy się szacunku dla śląskiego dziedzictwa kulturowego - przekonywał dr Jerzy Gorzelik, szef Ruchu Autonomii Śląska, organizacji, która najbardziej zaangażowała się w walkę o powrót lwa.

Porozumienie udało się wypracować dopiero po dwuletnich rozmowach. Negocjowali je osobiście prezydenci obu zwaśnionych miast. Bytom w końcu postawił na swoim! Stanęło na tym, że kopia pojedzie do Warszawy, a lew wróci na Śląsk. Ustalono jednak, że Bytom dostanie lwa w depozyt i będzie musiał go wydać każdej osobie, która udowodni, że ma prawa do pomnika. Warszawa uznała, że dowody nie dają ostatecznej pewności co do rodowodu lwa.

Emocje budzi nadal miejsce, w którym stanie lew. Urzędnicy planują ustawić go na rynku w miejscu fontanny. Na razie w magistracie powstają szczegółowe plany. - Nie można zapominać o pierwotnej funkcji pomnika. Jeśli miasto nie decyduje się go odbudować w całości, to powinniśmy w jakiś sposób przypomnieć historyczny kontekst rzeźby - podkreśla Gorzelik.

Gazeta Wyborcza, Jacek Madeja 2008-10-03, "Lew znowu śpi w Bytomiu"





Wybory 2010 lsk