Opole.Celniej.pl - Kulesza: nie gratuluję
  • <i>Fot. www.gazetaprawna.pl</i>
    Fot. www.gazetaprawna.pl

Kulesza: nie gratuluję

Profesor Michał Kulesza, autor reformy administracyjnej kraju w 1998 roku: Wasz protest to był fenomen, który robił mocne wrażenie.

- Pamięta pan to hasło: "Niech Kulesza nam nie miesza"?
- Pamiętam.

- I lubi pan Opolszczyznę?
- Mam w Opolu kilku znajomych, przyjaciół, do których chętnie przyjeżdżałem. Teraz rzadziej, bo mniej się ruszam.

- Aleśmy pana wtedy, 10 lat temu, nie lubili...
- Myślę, że bardziej moich planów niż mnie samego?

- No, też prawda. Ale ten planowany rozbiór Opolszczyzny miał pana twarz.
- Byłem więc dla was uosobieniem zła. Trudno spodziewać się sympatii.

- Ale wygraliśmy.
- Jest pan pewny?

- Akurat świętujemy dziesięciolecie tej wiktorii.
- A ja szczerze szanuję waszą determinację, choć z gratulacjami nie śpieszę. Nie chwalę waszego zwycięstwa.

- Nadal pan się upiera, że dwanaście województw byłoby OK?
- Patrzę na to bez emocji, dlatego podtrzymuję to, co mówiłem także wtedy, dziesięć lat temu. Dwanaście województw było optymalnym rozwiązaniem. To było dobre dla kraju i dla samych regionów. Oczywiście nie oznacza to w żadnym razie, że oczekuję, iż wam się jako regionowi nie powiedzie! Szczerze wam kibicuję i życzę wszelkiej pomyślności. Ale cóż - zostanę przy tej mojej dwunastce…

- Ale pan uparty
- Skoro rozmawiamy przy okazji waszego świętowania obrony regionu, to czytelnicy pewnie nie oczekują na skomplikowane dowody potwierdzające to, że miałem powody, by nie uwzględniać na mapie kraju Opolszczyzny. Zresztą na ten temat już wszystko chyba wtedy powiedzieliśmy, a dziś ważniejsze jest to, by wam się udało obronić uzasadnienie tamtej waszej obrony…

- Jak pan się wtedy dowiedział, że blisko 200 tysięcy Opolan złożyło podpisy pod protestem przeciwko likwidacji regionu, to co pan pomyślał?
- Ta ilość robiła wrażenie. Świadczyła o rzeczywistym, bardzo silnym waszym przywiązaniu do swojego regionu. Chyba można to było nazwać fenomenem w skali całego kraju.

- I nie miał pan takiej myśli: może się mylę? Dwieście tysięcy ludzi mi to mówi.
- Z całą sympatią i życzliwością dla was - jestem dużym chłopcem i wiem, jakie mechanizmy psychologiczne powodują, że ludzie z czystymi intencjami popierają tego typu akcje. I wiem też, że niekoniecznie cel tych akcji musi być zbieżny z wynikami twardej kalkulacji, zimnej logiki, doświadczeń naukowych. W przypadku Opolszczyzny mieliśmy w sporej mierze do czynienia z konfliktem tego, co racjonalne, choć niepopularne, i tego, co dyktowane przez serca, ale nie do końca słuszne. Takich spraw jak optymalny kształt regionów się nie przegłosowuje, dlatego nawet gdyby podpisów było dwa razy więcej, miałyby one znaczenie jedynie symboliczne.

- Ale lepiej, że serca wygrały.
- I oby rzeczywiście wyszło to wszystkim na dobre.

- W legendzie tej obrony pozostanie schemat: rząd z nami przegrał. Dlaczego?
- Obóz rządzący nie był zdeterminowany w chęci przeforsowania reformy w wersji optymalnej, czyli dwunastu regionów.

- Brakło głosów?
- To był splot wielu interesów. Wystarczy przypomnieć, że zaraz po ogłoszeniu rządowego planu, ówczesny przewodniczący Solidarności, Marian Krzaklewski, dość niefrasobliwie spekulował publicznie, że dwanaście regionów jest OK, ale czternaście też nie byłoby źle. A ówczesny prezydent, Aleksander Kwaśniewski, zwyczajnie grał liczbą województw. Mógłbym tu jeszcze długo wymieniać rozmaite grupy nacisku, które używały wszelkich metod, by tę planowaną mapę podziału administracyjnego zmienić dla własnych potrzeb.

- Nie wszystkie protesty były spontaniczne i oddolne?
- No wie pan… Jeśli pod drzwi urzędu wojewódzkiego w dawnym mieście wojewódzkim autokary podwożą grupę panów, którzy mają w rękach jednakowe chorągiewki, ubrani są w jednakowe kamizelki i skandują zgodnie hasła, a przypadkiem zjawiają się wszystkie lokalne redakcje, to na spontaniczność to nie wygląda…

- A jak pan widział w telewizorze ludzi trzymających się za ręce w łańcuchu sięgającym od jednej granicy województwa do drugiej, to?
- Jak mówiłem: to był fenomen, który robił mocne wrażenie. Zresztą udało wam się tutaj rzeczywiście coś niezwykłego: zdobyliście się na rzeczywiste porozumienie ponad wszelkimi podziałami. Opolszczyzny bronili i ksiądz biskup, i były towarzysz sekretarz, i tutejsi Niemcy, a też zupełnie zwyczajni, przeciętni ludzie, którzy do tej pory nigdy w nic starali się nie angażować.

- No i parlamentarzyści. Zresztą niechby spróbowali nie…
- A powiem panu ciekawostkę: gdyśmy zsumowali posłów, którzy wywodzili się z regionów planowanych do likwidacji, to okazało się, że w całym kraju jest ich więcej od tych, których regiony miały pozostać. Czyli matematycznie biorąc - rząd nie powinien mieć żadnych szans na dokonanie reformy, gdyby ci wszyscy posłowie zachowali się tak jak wasi. Oni dostali od was bardzo silną instrukcję wyborczą: nie oddajemy ani guzika i koniec. Pozostało im tylko tę instrukcję wykonać.

- Skoro, jak pan przyznaje, zdarzyło się tu, na Opolszczyźnie, coś, co nas samych zaskoczyło swoim rozmachem, czemu rząd w porę się nie zreflektował i nie powiedział: w porządku - niech wam będzie?
- Bo tak się nie uprawia skutecznej polityki. Przecież wszyscy pamiętamy, że nie tylko Opole rozrabiało. Tworzyły się nawet rozmaite nieformalne federacje regionów zagrożonych likwidacją. Gdyby rząd ustąpił Opolu, pozostali natychmiast zapytaliby, a czemu akurat im nie?

- Byliśmy czymś w rodzaju wirusa rebelii?
- To pana określenie, ale bliskie sedna. Ta reforma w pewnym momencie wyglądała jak przeciąganie liny: rząd ciągnął w stronę dwunastu regionów, po drugiej stronie było wielu rozczarowanych. Wasz przykład był dla nas kłopotliwy.

Nowa Trybuna Opolska, Mirosław Olszewski 2008.06.06, "Kulesza: Byliście dla nas kłopotem"





Wybory 2010 lsk