Opole.Celniej.pl - 1945 w Górnym Śląsku

1945 w Górnym Śląsku

W Boguszycach sowiecki żołnierz po zastrzeleniu proboszcza jeździł po wsi bryczką ubrany w ornat. Krzyczał: Boga nie ma!

Zamordowanego proboszcza, ks. Franciszka Walloschka, nie uratowało nawet to, że potrafił się dogadać po rosyjsku z żołnierzami, którzy zakwaterowali się na probostwie. 28 stycznia 1945 został zabrany przez radzieckich żołnierzy na podwórko jednego z gospodarstw i - wraz z grupą miejscowych mężczyzn - zabity strzałem w tył głowy. Przed egzekucją Sowieci zdarli z niego sutannę. Plebanię splądrowali i spalili. Los proboszcza nie różnił się od losu jego parafian.

W Boguszycach zamordowano podczas przejścia frontu ponad 300 cywilów. Być może była to zemsta za twardy opór Volkssturmu, a może rozpasanie karnej kompanii kryminalistów, która wkroczyła do wioski.

Trup bronił dziewczyn Boguszyce nie były wyjątkiem. Kiedy żołnierze sowieccy przekroczyli granicę Rzeszy, pozwolono im mścić się na Niemcach. Ochoczo więc "wyzwalali" kobiety z czci, mężczyzn z życia, a wszystkich z dobytku.

- Wrocławski biskup, kardynał Bertram, zostawił wikarym wolną rękę, ale proboszczom nakazał, by pozostali przy swoich wiernych - mówi ks. dr Andrzej Hanich. - Zdecydowana większość kapłanów posłuchała biskupa. Jeśli mieszkańcy wsi uciekali przed frontem, ksiądz szedł z nimi na tułaczkę. Jeśli zostawali, on też zostawał. Często więc z nimi ginął.

Podczas przejścia frontu życie oddało 32 księży diecezjalnych (tylko 9 z nich nie mówiło po polsku), 12 zakonników i jeden pastor ewangelicki, ks. Guenter Brun z Ozimka. Nie lepszy był los sióstr zakonnych. Żołnierze Armii Czerwonej zabili ich na Śląsku Opolskim osiemdziesiąt. Zgwałcili kilkaset.

.W wielu parafiach księża stawali w obronie gwałconych kobiet. Zwykle płacili za to życiem. W Gogolinie zabito z tego powodu proboszcza, ks. Józefa Bieniosska, i wikarego, ks. Eryka Schewiora. Na plebanii ukrył kobiety ks. Robert Gerlich z Kup i zginął w ich obronie.

Ksiądz Karol Lange ze Strzelec Opolskich ukrył kobiety w krypcie parafialnego kościoła św. Wawrzyńca. Kiedy 24 stycznia 1945 roku Sowieci weszli na plebanię, zażądali od wszystkich obecnych zegarków. Nikt ich już nie miał. Zrabował je wcześniejszy oddział Krasnoj Armii.

W odwecie Rosjanie zabrali proboszcza i wikarego. Ten drugi przypomniał sobie po drodze, że w pokoju ma budzik, i wrócił po niego. Żołnierze nie czekali. Zaprowadzili proboszcza pod kościół i zakłuli go bagnetami.

Kiedy parafianie znaleźli ciało ks. Langego, ubrali je w liturgiczne szaty jak do pogrzebu i położyli na marach wewnątrz świątyni. Leżało tam osiem dni. Żołnierze wchodzący do kościoła na widok trupa, rezygnowali z przeszukiwania i plądrowania. Dali też spokój ukrywającym się w krypcie dziewczynom. Księdza pochowano bez trumny, bo w warunkach frontowych nie miał jej kto zrobić, obok kościelnej zakrystii.

Nie masz wódki, giń Mordowanie duchownych często łączyło się z grabieżą. Proboszcz z Kielczy, ks. Józef Schroda, zginął, bo miał na zębach kilka złotych koronek. Kiedy zauważył je radziecki oficer, włożył mu do ust lufę pistoletu i pociągnął za spust. Księdza w Byczynie czerwonoarmista zastrzelił, kiedy odkrył na plebanii telefon. Wnioskował prosto: Kto ma telefon, jest niemieckim szpiegiem.

Dobrym powodem, by zabić "czarnego diabła", jak nazywali księży Sowieci, był alkohol, a właściwie jego brak. Zwykle już podpici domagali się kolejnych butelek. Tak było m.in. w Groszowicach, gdzie żołnierze wypili cały zapas wina mszalnego. W czasie pijackiej burdy zażądali więcej od emerytowanego proboszcza, ks. Franciszka Rudzkiego. Ponieważ nie spełnił ich żądań, zabili go, a dom, w którym mieszkał, podpalili.

Nie zabrakło wina na plebanii w Otmęcie, ale tam Sowieci uparli się, że chcą wódki. Na nic zdało się tłumaczenie ks. Huberta Demczaka, że wódki nie ma, bo jej nie pije. Radziecki oficer przyłożył mu do brzucha pistolet i ciężko ranił. Wracał potem jeszcze dwukrotnie, oddając kolejne strzały. Ksiądz skonał po kilku godzinach straszliwych męczarni.

A Rosjanie zabijali dalej - chorą gospodynię proboszcza i pięć zakonnic, franciszkanek wiedeńskich szukających na plebanii schronienia. Probostwo splądrowano.

Dobrowolnie poszedł na śmierć z mężczyznami ze swojej parafii ks. Alojzy Zug, administrator parafii Rogów Opolski. Dołączył do 33 "łodziorzy", czyli marynarzy barek odrzańskich. Aresztowano ich, bo nosili mundury i podobne do wojskowych czapki. Ksiądz miał nadzieję, że uda mu się ułagodzić Rosjan. Tymczasem, kiedy zaczęto przesłuchiwać więźniów, Niemcy w okolicach Rogowa przeprowadzili kontratak. Na przesłuchania nie było już czasu. "Łodziorzy" i księdza rozstrzelano.

Zakonnik tylko w bieliźnie Najliczniejszą grupę wśród zamordowanych zakonników stanowili franciszkanie. Dwóch ojców z klasztoru w Prudniku-Lesie kule dosięgły podczas ucieczki przed Rosjanami atakującymi niemieckie pozycje.

W innej franciszkańskiej placówce, w Nysie, zostało trzech ojców i ośmiu braci. Nie chcieli opuszczać dużej grupy starych i chorych nysan, którzy szukali schronienia w piwnicach klasztornych. Sześciu nie przeżyło spotkania z Rosjanami.

Radzieccy żołnierze zmusili zakonników do zdjęcia habitów i poddania się rewizji osobistej. Ocaleli tylko ci, którzy pod habitem nosili wyłącznie bieliznę. Kto miał spodnie, został uznany za przebranego niemieckiego żołnierza i mordowany strzałem w potylicę.

Zabito w ten sposób o. Benona Sonsallę oraz braci: Gotfryda Boechnigha, Franciszka Kasperczyka, Wacława Fludera, Jana Froncka i Dionizego Wegnera. Kolejny franciszkanin, o. Bertrand Zimolong, zginął w Chróścicach zakłuty bagnetem, gdy stanął w obronie swojej bratowej.

Jeszcze gorzej przedstawiał się los sióstr zakonnych. Około 200 z nich zostało w samej Nysie, by nie zostawiać bez opieki 2 tysięcy ludzi starych i chorych, niezdolnych do ewakuacji.

Po zdobyciu miasta przez Armię Czerwoną przeszły one straszliwą gehennę. Były gwałcone wielokrotnie. Oficerowie i żołnierze ustawiali się w długich kolejkach do swoich ofiar. Kto się bronił, był zabijany lub biciem doprowadzany do stanu, w którym żadna obrona nie była już możliwa.

Nie oszczędzali nawet 80-latek Najbardziej ucierpiały elżbietanki, bo też ich było w Nysie najwięcej. Zastrzelono lub zakatowano dwadzieścia siedem sióstr z tego zgromadzenia. Około 150 zgwałcono brutalnie i wielokrotnie. Nie oszczędzono nawet zakonnic mających 70 i 80 lat.

Nie lepiej traktowano siostry z innych zgromadzeń w innych miejscowościach. Zamordowano m.in. pięć boromeuszek - w Ujeździe, Jędrzejowie, Otmuchowie, Mochowie i Nowym Lesie.

Osiemnaście sióstr straciły służebniczki śląskie. Jedną z nich była Jadwiga Gonschior (s. Caritas), która w Raszowej koło Koźla oddała życie w obronie dziewczyny gonionej przez żołnierzy. Siostra otwarła uciekającej drzwi klasztoru i zdążyła je zatrzasnąć przed napastnikami. Ci, nie mogąc otworzyć, oddali serię z pepeszy i śmiertelnie ranili zakonnicę.

W Pokoju spłonęła żywcem Anna Sonsalla (s. Herais), franciszkanka szpitalna. W obawie przed nadciągającym frontem przeniosła swoich podopiecznych z domu starców do drewnianej stodoły w lesie. Zaufani ludzie dostarczali im jedzenie.

Wszystko było dobrze do chwili, gdy na samotny budynek natknęli się czerwonoarmiści przeczesujący lasy po zajęciu Pokoju. Oblali ściany benzyną i nikomu nie pozwolili wydostać się z pożaru.

- Czasem powodem takich zachowań żołnierzy radzieckich była nienawiść do Boga, Kościoła i osób duchownych - mówi ks. dr Hanich. - Czasem chęć zemsty na Niemcach za wywołanie wojny i ich zbrodnie popełnione na wschodzie. Podczas pielgrzymki do Polski w 1999 roku Jan Paweł II beatyfikował 108 męczenników nazizmu. Myślę, że doczekamy się także beatyfikacji ofiar komunizmu. Zbieranie dokumentacji do procesu beatyfikacyjnego już się rozpoczęło.

Podczas pisania tekstu korzystałem z najnowszej książki ks. dra Andrzeja Hanicha: Czas przełomu. Kościół katolicki na Śląsku Opolskim w latach 1945-1946.

Nowa Trybuna Opolska, Krzysztof Ogiolda 3 listopada 2008 r. "Tak sowieci walczyli z Kościołem na Śląsku"


Z komentarzy pod artykułem: Takie wyzwolenie
Swojak: 03,11.2008, 08:18
Takie bylo wlasnie wyzwolenie naszego slaska.

Nareszcie sie pisze prawde
schlesier: 03,11.2008, 08:43
Nareszcie sie pisze prawde co sie stalo na Slasku czyli w Niemczech Wschodnich po przyjsciu BOLSZEWIKOW MORDY GWALCENIE I TYM PODOBNE NIECH SIE SWIAT DOWIE CO ROBILA CZERWONA BESTJA A NIE TYLKO NIEMCY ????????????

Przyszli z rewizytą
Kola: 03,11.2008, 09:39
Przyszli z rewizytą i próbowali robić tak jak Niemcy wcześniej robili w ich kraju.A pretensje proszę kierowć do niejakiego Hitlera który wraz wiernym mu narodem wojnę tę wywołał i prowadził.

No napewno te siostry zakonne
Swojak: 03,11.2008, 09:44
No napewno te siostry zakonne i ksieza tak wczesniej w Rosji robili.

Swołocz i banda zboczeńców
Gość: 03,11.2008, 15:20
Swołocz i banda zboczeńców. Mordowali kradli i gwałcili idąc w tym w zawody. Znam jednak - wiadomo tylko z opowiadań rodzinnych – przypadki normalności wśród tych żołdaków.Trafiali się normalni ludzie, zwłaszcza oficerowie, którzy zabraniali jakiejkolwiek agresji wobec cywilów. Były przypadki karania śmiercią przez publiczne rozstrzelanie za nieposłuszeństwo. Kropla w morzu cierpień i łez ludności cywilnej. Dobre i to, chwała im za to...

uczmy je kochać
abdrzej2207: 03,11.2008, 15:22
Jeżeli sowieci mordowali osoby duchowne i świeckie, to należy się domyślać że nie był to akt szczególnego traktowania Kościoła. Mordowali Niemcy Ruskie i do dziś mordują Amerykanie a także zdarzyło się to oskarżonym w Pakistanie Polakom. Mordują się narody w obrębie własnego kraju... długo by o tym pisać! Konflikty na tle religijnym od zarania towarzyszą człowiekowi a i kościół nie omieszkał w przeszłości budować swojej potęgi najeżdżając i grabiąc o mordach nie wspomnę. Drogi krzyżowe i inkwizycja to nie zapomniany do dzisiaj przedział historii chrześcijan. Hitler i jego relacje z ówczesnym Papierzem... czy potrzeba szukać więcej winy kościoła w tej zawierusze? Czy kościół miał prawo stanąć po jednej ze stron? Tak - po stronie Boga!!! Nie wrzucałbym jednak wszystkich razem do jednego worka zbrodni. Okazuje się bowiem że Polacy podczas okupacji byli również od siebie inni i jedni Żydom pomagali a drudzy pomagali Niemcom w ich mordowaniu, czy w tej sytuacji nie staliśmy się zbrodniarzami jak ruskie i Niemcy? Jak ocenić tą cieniutką granicę między zabójstwem a zabiciem w obronie własnej i dla czego człowiek czasem ją przekracza? Czy wojna z partyzantem nie jest ludobójstwem i czy partyzantowi wolno narażać ludność cywilną ukrywając się w osadach? Która religia jest tą właściwą i dla czego nie możemy się tolerować egzystując na jednej planecie? To temat woda, na który nie starczy życia jednego pokolenia. Żyjmy więc dzisiejszym życiem i z niego się cieszmy ale nie do końca zapominając krzywdy oprawcą - leczmy rany. Uczmy nasze dzieci czci dla życia i drugiego człowieka - uczmy je kochać i postrzegać to co istotne, tak by nie powtarzała się historia.

Czyny komunistow nie mozna uspawiedliwiac
Swojak: 03,11.2008, 15:28
Czyny komunistow nie mozna uspawiedliwiac, czynami II wojny. Cos mi sie wydaje ze to zaczelo sie w 1917. Ze wzgledu na te idee zginelo wiecej osob na ziemi niz z powodu idei Hitlera i ginie do dzis. Jak jedna tak i druga idea doprowodzila to smierci milionow ludzi. Tak samo zapewne i religie byly przyczyna smierci milionow ludzi. Tu chodzi jednak o szczegoly. Bylo kiedys na Forum o pomnikach na naszej ziemi slaskiej. O symbolach. Po tym artykule (zreszta my rodowici slazacy znamy te historie i bez tego artykulu) moze by sie trzeba zastanowic co znaczyla czerwona gwiazda.

Potrzebne są przeprosiny
Henryk: 04,11.2008, 17:44
Dla wybaczenia potrzebny jest żal. Potrzebne są przeprosiny. Nie wiem czy doczekamy się przeprosin od Rosjan za morderstwa na Ślązakach w 1945 roku. Ale wytłumaczcie mi dlaczego, po tylu latach, Polacy, nasze własne władze, nie przeprosiły jeszcze za to co robili ze Ślązakami po 1945 (obozy koncentracyjne, wywózki, morderstwa do ok. 1948 roku). Minęło już tyle lat! Nawet papież przeprosił Aborygenów. A Ślązaków traktuje sie jak szmaty!






Wybory 2010 lsk